Muzyka

poniedziałek, 10 lipca 2017

Podziękowania


Rok bloga!
Jeej!!! Dziękuję wam wszystkim za ten piękny roczek!  
Jeżeli to czytacie to możliwe, że razem z nami jesteście rok. No przynajmniej my już tyle jesteśmy. Przez ten rok wybiło nam 14 obserwatorów, ponad 10,000 wyświetleń i 33 komentarze! Łał (mogło być lepiej, ale cicho xD) ŁAŁ!!! Baaardzo wam dziękujemy za ten rok, za wsparcie kiedy nie miałyśmy weny, za oczekiwanie na rozdziały i za komentarze. Naprawdę, kiedy patrzyłyśmy na komentarze, jakie były tam miłe słowa, wsparcie i.. no xD to naprawdę chciało nam się jeszcze więcej pisać! Ten blog o Fairy Tail istnieje dalej tylko dzięki wam!
Dziękuję za ten rok!!! <3 
Max.R
<<>>
 Wybił rok!
Cieszę się, że wciąż piszemy i nie myślałyśmy ani razu o całkowitym usunięciu bloga. Było parę dłuższych przerw, ale dzięki temu, że mimo wszystko wciąż niektórzy czekali na rozdziały - nadal piszemy ^^ Mamy widocznie wytrwałych czytelników xD Obiecuję, że na pewno kiedyś skończymy to opowiadanie (a nawet już mamy pomysł na następne), także miejmy nadzieję, że ten rok nie będzie ostatnim w naszej wspólnej "przygodzie" z pisaniem :D Poza tym, chcę podziękować wszystkim, którzy wciąż tu z nami są i czytają nasze wypociny. A więc - dziękuję!
~Shadlew
<<>>

   Jeśli są tutaj osoby, które jeszcze nie obserwują bloga, a właśnie czytają tego posta, to zapraszamy do zaobserwowania. :) Kolejny rozdział już niedługo!

I raz jeszcze - dziękujemy za ten rok.

niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 17 - Rodzinne tajemnice

,,Ci, co rozśmieszają ludzi cenniejsi są od tych, co każą im płakać.''
~Charles Chaplin


W POPRZEDNIM ROZDZIALE:

   Spacerowała spokojnie podziwiając śpiew ptaków i przyjemne dla ucha szmery liści. Zbędnie się nie spieszyła, gdyż wiedziała, że dwójka jej jakże ukochanych przyjaciół zapewne będzie się wlec. Zbierając najpotrzebniejsze owoce, usłyszała szmer między krzakami. Na początku pomyślała, że tylko wyobraźnia płata jej figle, ale ów dźwięk był coraz głośniejszy. W końcu cała sytuacja ją speszyła. Odwróciła się i zaczęła wypatrywać miejsca, z którego mógłby dochodzić. Dostrzegła ludzką sylwetkę. Potknęła się i upadła na glebę, jednak od razu szybko się podniosła.
- Przepadniesz na zawsze...
Usłyszała niepokojący szept. Mimo wszystko, ton głosu wydawał jej się znajomy.
- Nikt nie będzie cię pamiętał...
Przeraziła się. Z jednej strony chciała sprawdzić, kto czai się w krzakach, ale z drugiej jak najszybciej chciała stamtąd uciec. [...]

***

   Dziewczyna pokazała język i poszła się przebrać do domu. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu, zanim niepewnie wyszła na zewnątrz.
- I jak? - spytała, jednocześnie poprawiając sukienkę.
- Idealnie leży - powiedział Natsu.
- Aye!
- To mi przypomina dawną Lucy, która nie była pochłonięta jedynie obowiązkami dla tych ,,szlacheckich''.,. - mruknął pod nosem, jednak blondynce nie przeszło to koło ucha.
Zapadła niezręczna cisza.
- Przepraszam - odparła, wpatrując się w ziemię. - Myślisz, że sama prosiłam się o taką pozycję? Że fajnie jest rządzić sobie Magnolią? Odpowiedź brzmi: nie. [...]

***

   Przemierzała ulice Magnolii z mocno zaciśniętymi pięściami. Nie mogła pojąć, dlaczego Natsu robi jej takie wyrzuty odkąd się spotkali po tak długim czasie. W końcu powinien doskonale sobie zdawać sprawę z tego, że żeby połowić z nim te głupie ryby całkowicie odrzuciła na bok wszystkie obowiązki. Przynajmniej tak to wyglądało z jej perspektywy. Dotarła pod bramę zamku, gdy nagle. zobaczyła dziewczynę. A konkretniej dziewczynę, która ledwo potrafiła ustać na nogach i opierała się ze zmęczeniem o ogrodzenie.
- Wszystko w porządku? - od razu do niej podbiegła, zawieszając jej ramię na swojej szyi.
Ta natomiast chciała odpowiedzieć, ale po chwili straciła przytomność. [...]

***

   Mirajane siedziała zamknięta w swoim pokoju. Rzadko jej się to zdarzało. Leżała na łóżku, wpatrując się w nieskazitelnie biały sufit. Czasem, mimo wszystko, wspominała swoją rodzinę. To, jak jej rzeczywistość wyglądała kiedyś. Zamykała oczy i wyobrażała sobie, jak jej ukochane rodzeństwo mogłoby teraz wyglądać. Chciała im wyjaśnić powód, dla którego zostali rozdzieleni, ale nie miała takiej możliwości. Wiedziała, że mogą mieć jej to za złe, a zwłaszcza Lisanna. Otarła łzę spływającą po jej policzku, aby potem całkowicie się rozpłakać.
- Przepraszam.. - jęknęła do samej siebie.
Wstała i osunęła się po ścianie, próbując opanować emocje. W tym właśnie momencie usłyszała pukanie do drzwi jej pokoju.
- Miro, to ja, Makarov - do jej uszu dotarł głos staruszka. - Potrzebujemy cię na zamku. Mogę wejść? [...]

***

   Chwiejnym krokiem szła w kierunku swojej komnaty, gdy nagle ujrzała przez okno Natsu i Happy'ego zmierzających w kierunku wejściu do zamku. Zaczęła szybko iść do wejścia, ale ktoś ją wyprzedził. Ku jej zdziwieniu, była to Florence. Najwidoczniej spacerowała po korytarzu akurat w tym czasie. Lucy, choć sama nie wiedziała dlaczego, postanowiła się wrócić. Wciąż była zła na Natsu za to, co powiedział nawet nie wiedząc, jak wiele wysiłku kosztuje ją to wszystko.

<<>>

  Kobieta w długiej, bo sięgającej do kostek sukience, spokojnie siedziała na fotelu, oglądając fotografię Jude'a Heartfilii. Delikatnie co i raz przejeżdżała po niej kciukiem, głęboko wzdychając.
- Jude, czasem naprawdę za tobą tęsknię - nagle ją porwała i wrzuciła do rozpalonego kominka.
Uwielbiała upał. Choć za oknem była wiosna, ona wciąż paliła w kominku. Zawsze wieczorem tak robiła, choć Lisanna tego nie rozumiała.
- Lisanno - zawołała.
- Tak?
- Zbliża się termin, w którym będziesz mogła w końcu powiedzieć to, co od tak dawna w sobie dusisz - rzekła, plotąc palce u dłoni. - A ja w końcu będę mogła zająć miejsce tej smarkuli.
- Tylko.. co z nią potem zrobimy?
- Możemy w jakimś pudle władować ją związaną na statek tak, aby przepłynęła do innego państwa. Może ją znajdą, a może nie. To już nie nasz problem. Ważne, że nasze cele zostaną spełnione.

<<>>

   Lucy siedziała w swojej komnacie i powoli przeczesywała szczotką włosy. Jej twarz wydawała się dziwnie zaniepokojona, choć sama nie wiedziała dlaczego. Usłyszała pukanie, a po chwili próg pokoju przekroczył Natsu. Dziewczyna spojrzała na niego, milcząc.
- Przepraszam - zaczął. - Zachowałem się jak idiota.
- Rozumiem. Nie mogę się na ciebie gniewać, prawda?
Wstała i zaczęła iść w kierunku Dragneela, aby go uścisnąć. Brakowało jej tego. Brakowało jej cudzego dotyku. Jednak w całej tej jakże uroczej scenie przeszkodziła im ciemnowłosa. Otworzyła drzwi i od razu się potknęła, upadając na podłogę. Różowowłosy podszedł do niej i pomógł jej wstać.
- Przepraszam - powiedziała z nieco skwaszoną przez ból kolana minę. - Jestem trochę niezdarna. Dziękuję, Natsu.
Uśmiechnęła się promiennie.
- Na pewno wszystko w porządku? - spytała zaniepokojona Heartfilia.
- Tak, tylko chciałam ci powiedzieć, że dziadek cię szuka.
Florence szybko złapała ze wszystkimi dobry kontakt. Była śliczna, urocza i miła. Wprost ideał. Jednak nadal nie odzyskała w pełni pamięci, co było sporym utrudnieniem.
- Już idę. Natsu, dokończymy tą rozmowę później, dobrze?
Chłopak skinął głową, a Lucy po tym odzewie wyszła, pozostawiając ich samych.
- Nie chciałam wam przeszkodzić, przepraszam - dziewczyna opuściła głowę, przez co jej długie włosy opadły na twarz. Zaczęła ronić łzy.
- Hej, nic się nie stało, nie płacz - Natsu położył jej rękę na ramieniu.
- Nie o to chodzi.. - odparła, przecierając drobnymi dłońmi twarz. - Po prostu nie wiem jak się tu znalazłam, skąd jestem, czy w ogóle mam rodzinę...
- Spokojnie - Dragneel szeroko się uśmiechnął. - Zawsze możesz zostać w Magnolii. Atmosfera jest tutaj naprawdę wspaniała. Lucy wszystkiego dopilnowuje.
- Jesteście parą?
- Nie, przyjaciółmi.
- Rozumiem - uśmiechnęła się, mówiąc nieco bardziej pod nosem. - Czasem niektóre przeszkody trudno przeskoczyć, co?
- Mówiłaś coś?
- Nie, nic.

<<>>

   Delikatnie zastukała do drewnianych drzwi, po czym od razu je otworzyła.
- Dziadku, kazałeś mi przyjść? - spytała, opierając się o framugę.
- Tak - odparł. - Za parę dni odbędzie się bal, w sumie nieco bardziej pasujący do formy bankietu. Zjeżdża się większość władców poszczególnych miast. Z pewnością będzie też Gray.
- Właśnie, bo ostatnio nie chciałam z nim o tym rozmawiać.. Co z jego ojcem?
- On sam mówi, że jest dobrze, chociaż wszyscy widzą, że niezmiernie cierpi przez tą bliznę - westchnął. - Widocznie jest naprawdę silny, skoro przeżył, chociaż mówili, że z pewnością umrze.
- Tak.. 
- Ale nie musisz się tym przejmować. Gray z pewnością by tego nie chciał - staruszek się uśmiechnął. 
- Wiem - Lucy odwzajemniła uśmiech.
- Musisz się zrobić na bóstwo. Będziemy godnie reprezentować Magnolię.
- A gdzie konkretniej będzie się odbywał ten bankiet?
- U nas, w Magnolii.
Księżniczka skinęła głową.
- Idź już, musisz odpocząć, jutro z powrotem wracasz do obowiązków.
Wyszła i zaczęła iść w kierunku swojej komnaty. Nie spieszyło jej się, przeciwnie.
   Gdy tylko doszła na miejsce od razu zauważyła, że nie ma tu już ani Natsu, ani Florence. Padła na łóżko. Zaczęła się wpatrywać w sufit, na którym były ponaklejane gwiazdy.

- Mamo? - dziewczynka spojrzała na kobietę o ciepłym spojrzeniu. - Zostaniesz ze mną dopóki nie zasnę?
- Chciałabym, ale..
- Rozumiem - dziecko jej przerwało. - Musisz wracać do obowiązków. 
Mała blondynka zaczęła liczyć gwiazdy na suficie. Zawsze tak robiła, kiedy chciała zasnąć. Kobieta ucałowała ją w czoło i zgasiła świeczkę stojącą na stoliku, po czym wyszła.

- Gdzie jestem?
Lucy znajdowała się w pustce. Nie było wokół nic. Jedynie ciemność i odbijające się echo. Przyłożyła dłonie do twarzy.
- Nie chcę tu być...
Odwróciła się do tyłu. Zobaczyła siebie z przeszłości. Siebie z przeszłości z rodzicami.
- Mamusiu, spójrz! - zawołała dziewczynka. - Motylek! Ma..
Nagle krajobraz zmienił się nie do poznania. Zamek w Magnolii. Wszędzie wokół krew.
- Mamo, tato.. - rzekła drżącym głosem, przykładając dłonie do twarzy i próbując opanować szloch. - Proszę...

Blondynka zerwała się z miejsca.
- To tylko zły sen..
Otarła dłonią czoło. Prawda jest taka, że to nie pierwszy raz od dawna, gdy przyśniło jej się coś takiego. Opanowała niespokojny oddech i wstała, przeciągając się. Od razu wykonała poranną toaletę, włożyła na siebie obcisłą sukienkę i związała włosy w koka, wypuszczając z przodu kosmyki. Czas wrócić do codzienności. Założyła również buty na niewielkim obcasie i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Westchnęła. Od razu przeszła do swojego pseudo gabinetu, aby czytać listy od mieszkańców i wypełniać dokumenty. Chciała jak najszybciej skończyć część papierkową. Levy weszła do środka przez uchylone drzwi.
- Mam dla ciebie herbatę i rogaliki - uśmiechnęła się.
- Dziękuję, Levy - odpowiedziała.
- Wszystko w porządku?
- Jak zawsze - wzięła łyka herbaty.
- Możesz ze mną porozmawiać, jeśli potrzebujesz. Wiesz, że postaram się ci pomóc.
- Hmm.. - zaczęła. - Od pewnego czasu śnią mi się koszmary.
- I dlatego jesteś taka zdołowana?
- To nie są byle jakie koszmary. Śnią mi się moi rodzice. Wydarzenia, które miały miejsce. Mam wrażenie, że mogłam cokolwiek zrobić, aby oni nie zginęli.. Ja nie nadaję się do rządzenia Magnolią. To dla mnie za dużo. Chociaż też nie chciałabym ich zawieść.
- Posłuchaj, Lu-chan - niebieskowłosa położyła dłoń na jej ramieniu. - To nie jest twoja wina. Nie wywołałaś wojny. To nie ty zabiłaś tych wszystkich ludzi i swoich rodziców. Nie mogłaś nic poradzić, rozumiesz? Poza tym wspaniale rządzisz Magnolią i mieszkańcy nie składają na ciebie żadnych skarg. Od dawna potrzebowali kogoś, kto nie będzie nimi tylko władał i narzucał reguły, ale również kochał całym sercem.
Heartfilia niepewnie kiwnęła głową.
- Teraz muszę iść, ale zawsze możemy porozmawiać później, dobrze?
- Tak.
   Minęła niespełna godzina, gdy nagle zabrzmiało pukanie do drzwi i do środka weszła uradowana Mira trzymająca wielki karton.
- Sukienki na bankiet! - zawołała, stawiając go na podłodze.
Lucy wstała i szybko wyjęła cztery ubrania na wieszakach owinięte w folię.
- Dlaczego cztery?
- W ostatniej chwili poprosiłyśmy też o coś dla Florence - odpowiedziała Strauss. - Ta jest twoja.
Wskazała palcem na jeden ze strojów. Heartfilia odwinęła folię i spojrzała na fiołkową, połyskującą sukienkę z jedwabiu, opiętą w okolicy biustu i brzucha, a luźniejszą od pasa w dół. Miała również wycięcie na nodze i cienkie ramiączka.
- Będziesz w niej wyglądała przepięknie - stwierdziła białowłosa. - Wiedziałyśmy, że nie spodoba ci się nic zbyt przesadzonego, więc poprosiłyśmy Juvie, aby uszyła coś prostego, a jednocześnie z klasą. Idealna dla ciebie.
- Masz rację, jest śliczna - księżniczka się uśmiechnęła.
- Cieszę się, że ci się podoba - dziewczyna włożyła wszystkie cztery kiecki z powrotem do pudła. - No, teraz idę pokazać te cudeńka Levy. Zobaczymy się później.
   Księżniczka miała jeszcze całkiem sporo papierów do wypełnienia, a także musiała sprawdzić co służba przygotowuje na bal, ale myślała tylko o jednym, a mianowicie - o Florence. Była to dla niej dziwna sytuacja. Tego dnia, gdy ją spotkała, była też w lesie, zbierała owoce i słyszała groźby. Potem wróciła do domu, a pod bramą zobaczyła Florence, która wyglądała jakby ktoś jej coś zrobił. Chociaż sprawiała wrażenie chorej, to po chwili wydobrzała. Nie wydaje się wyjątkowo smutna z powodu, że nie wie skąd jest i co tu robi. Jest bardzo wesoła i miła... Może jej się to tylko zdawało, ale zachowanie ciemnowłosej było podejrzane.
   Lucy siedziała jeszcze chwilę przy biurku odpoczywając i pijąc herbatę. W końcu wstała, odłożyła filiżankę na talerzyk i z zamiarem zaniesienia tych naczyń do kuchni, kątem oka wyjrzała za okno. Zobaczyła jak Natsu, Happy i Florence bawią się w berka, a po chwili ona upadła prosto na Dragneela. Szybko wstali i obydwoje w odruchu spojrzeli w okno blondynki, ale ta szybko się odwróciła i wyszła z pokoju. Była trochę zazdrosna, nawet nie trochę, ale bardzo. Nie chciała, aby Florence zajęła jej miejsce w relacjach z Natsu.
- Panienko? - odezwała się jedna ze służących.
- Tak? - spytała Heartfilia.
- Ja to wezmę, i tak muszę iść do kuchni, a panienka na pewno ma dużo do roboty.
- Muszę pójść do dziadka - podała filiżankę z talerzykiem kobiecie. - Dziękuję Caroline.
- Nie ma za co.

<<>>

   Zapukała do drzwi i weszła. Zobaczyła dziadka śpiącego przy biurku z głową na papierach. Podeszła do niego, położyła dłoń na ramieniu i zaczęła go szturchać. Po chwili staruszek obudził się i uderzył głową o blat biurka. Jęknął z bólu.
- Nic ci nie jest? - księżniczka przykucnęła aby spojrzeć na twarz Makarova.
- W porządku - odpowiedział, masując obolałe czoło.
- Mam do ciebie parę pytań.
Najpierw zaczęli rozmowę o sprawach Magnolii. O tym co się dzieje, o co proszą mieszkańcy. A później o balu. Dziadek powiedział, że menu zajmie się Mira, a wystrojem Levy z Florence. Heartfilia była lekko zdziwiona tą odpowiedzią, ale od razu zapytała też o listę gości. Na co ten odpowiedział, że oczywiście przyjaciele i szlachta. Jednak blondynka pomyślała też o innych mieszkańcach, nie chciała, aby było tak, że jedynie osoby z tytułem się bawią, a reszta pracuje, więc postanowiła ze staruszkiem, że tego dnia będzie całodobowy festiwal w Magnolii, a także dzień wolny od pracy, ale tylko ten jeden raz.
   Następnie udała się do Miry omówić menu i do Levy porozmawiać o sali i o wystroju. We dwójkę ustaliły, że miasto również będzie klimatycznie przystrojone i o północy będą puszczane lampiony.
   W końcu wybrała się do łazienki, wzięła odprężającą kąpiel i wróciła do komnaty. Usiadła na fotelu i rozczesała wilgotne włosy. Założyła piżamę, po czym położyła się na łóżku. Zasnęła, wpatrując się w gwiazdy na suficie.

<<>>
   Uśmiech nie schodził z twarzy Meredith.
- To już pojutrze...
- Tak - Lisanna usiadła obok niej.
- Długo na to czekałyśmy. Tylko pamiętaj, aby trzymać się planu.
Białowłosa skinęła głową. Zmrok tej nocy zapadł wyjątkowo szybko.

C.D.N

środa, 28 czerwca 2017

Rozdział 16 - Powracająca przeszłość

,,Mądry człowiek nie opłakuje przegranej, lecz szuka sposobu, jak wyleczyć odniesione rany.''
~William Szekspir 


W POPRZEDNIM ROZDZIALE:

   Usłyszały głos łudząco podobny do głosu Miry, a jednocześnie zupełnie inny. Wydawał się oziębły. Wzbudził u nich gęsią skórkę. Odwróciły się na pięcie i spojrzały na dziewczynę niemalże identyczną jak Strauss. Jedyne co ich różniło to długość włosów i mimika twarzy. [...]

***
   Był to już wieczór. Kobieta opatulona w czarny płaszcz siedziała na fotelu, klnąc coś pod nosem. W tym samym momencie do pomieszczenia weszła białowłosa, siadając tuż obok niej.
- Kiedy nasz plan zacznie się wcielać w życie? - spytała, niepewnie spoglądając na Meredith.
- Niebawem, Lisanno - odparła.
- Nie mogę się doczekać, żeby spotkać "siostrzyczkę" - zaczęła z udawanym entuzjazmem.
- Za to ja nie mogę się doczekać, żeby pierwszy raz zobaczyć swoją pasierbicę - założyła nogę na nogę. - A więc, widziałaś ją? [...]

***
   Szybko nadszedł wieczór. Wszyscy zaczęli się zbierać, będąc w doskonałych nastrojach. Gray, Juvia i Erza wyszli nieco wcześniej, mając świadomość, że muszą zdążyć wrócić do Hargeonu nim zupełnie zapadnie zmrok.
- Jutro po ciebie przyjdę - zapowiedział Natsu, spoglądając na Heartfilię. - Tylko ubierz się po ludzku, a nie jak pani na włościach.
- Nawet nie wiesz, z jak olbrzymią chęcią - oboje się uśmiechnęli.
Dziewczyna chciała uścisnąć przyjaciela na pożegnanie, jednak przeszkodził im w tym z lekka upity Redfox. [...]

***
   Po zebraniu się od razu we dwójkę udali się nad jezioro. Nie chcieli budzić Happy'ego, gdyż było dość gorąco, a on niezbyt przepadał za upałem. Blondynka zarzuciła wędkę - była to jedyna czynność, której się nauczyła poprzedniego dnia. Natsu, wciąż trochę śpiący, ze znudzeniem obserwował florę otaczającą jezioro.
- Mam! - zawołała, próbując złowić rybę, która okazała się dość uparta.
Niestety nie szło jej to zbyt dobrze, więc Dragneel złapał razem z nią wędkę i we dwójkę usiłowali ją wyciągnąć z powierzchni jeziora. Jego reakcja okazała się dość późna, przez co to ryba wykonała ostateczny krok i pociągnęła ją tak mocno, że oboje wpadli do lodowatej wody. Przemoczeni do suchej nitki wyszli na ląd, kaszląc.
- Moja wędka przepadła - jęknął różowowłosy.
Blondynka zaczęła się trząść. Słońce postanowiło schować się między chmurami akurat wtedy, gdy było najbardziej potrzebne.
- Chyba jednak wrócisz do zamku wieczorem - Natsu podrapał się w tył głowy.
- Tak...

<<>>

   Stali w bezruchu i ciszy naprzeciw siebie. Happy niespodziewanie wyszedł na zewnątrz i spojrzał na nich zaspanym wzrokiem.
- Co się stało? - zapytał, przecierając drobną łapką oczy.
- Łowiłam ryby, ale.. się nie udało - powiedziała zawiedziona blondynka. - Niestety wędka Natsu się nie uratowała.
- Nie wierzę, że jakaś ryba pochłonęła moją wędkę - jęknął zrezygnowany.
Happy głęboko westchnął. Po tej krótkiej rozmowie, Lucy udała się do domu Dragneela, a ten szybko wymienił ubrania i wybrał się z exceedem w stronę miasta. Heartfilia wiedziała jedynie, że ma na nich poczekać. Jednak po tym co się stało postanowiła wybrać się do lasu po owoce, ignorując fakt, że była przemoczona do suchej nitki. Chciała w pewien sposób odpokutować i przyrządzić coś, co z pewnością zasmakuje im obu. 
   Spacerowała spokojnie podziwiając śpiew ptaków i przyjemne dla ucha szmery liści. Zbędnie się nie spieszyła, gdyż wiedziała, że dwójka jej jakże ukochanych przyjaciół zapewne będzie się wlec. Zbierając najpotrzebniejsze owoce, usłyszała szmer między krzakami. Na początku pomyślała, że tylko wyobraźnia płata jej figle, ale ów dźwięk był coraz głośniejszy. W końcu cała sytuacja ją speszyła. Odwróciła się i zaczęła wypatrywać miejsca, z którego mógłby dochodzić. Dostrzegła ludzką sylwetkę. Potknęła się i upadła na glebę, jednak od razu szybko się podniosła.
- Przepadniesz na zawsze...
Usłyszała niepokojący szept. Mimo wszystko, ton głosu wydawał jej się znajomy.
- Nikt nie będzie cię pamiętał...
Przeraziła się. Z jednej strony chciała sprawdzić, kto czai się w krzakach, ale z drugiej jak najszybciej chciała stamtąd uciec. Strach wygrał. Zaczęła czym prędzej biec w kierunku chatki Natsu.
   Udało jej się wybiec z lasu. Stanęła przed domem Dragneela. Odstawiła koszyk i złapała się za kolana, próbując opanować niespokojny oddech. Po chwili zobaczyła Natsu i Happy'iego.
- Lucy, co się stało? - spytał z lekka zaniepokojony chłopak.
- Ee.. yy... nic - odparła, nie chcąc się zbytnio wdawać w szczegóły. - Byłam pozbierać owoce, bo przydadzą się do zrobienia deseru na przeprosiny, że wasza wędka jest przeze mnie gdzieś na dnie jeziora.
- Nie przesadzaj, to tylko wędka - zbagatelizował. - I tak kupiliśmy nową, razem z ubraniami na zmianę dla ciebie.
- Dziękuję - spojrzała na chłopaka, który pokazał szereg białych zębów w uśmiechu.
Dał Lucy zwykłą, sięgającą przed kolana, błękitną sukienkę. Wyróżniał ją głównie fakt, że mniej więcej od wysokości pępka była rozkloszowana. Do tego zwykłe buty na niewielkim obcasie.
- No to już, idź się przebrać - zawołał różowowłosy. - Tylko proszę, streszczaj się.
Dziewczyna pokazała język i poszła się przebrać do domu. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu, zanim niepewnie wyszła na zewnątrz.
- I jak? - spytała, jednocześnie poprawiając sukienkę.
- Idealnie leży - powiedział Natsu.
- Aye!
- To mi przypomina dawną Lucy, która nie była pochłonięta jedynie obowiązkami dla tych ,,szlacheckich''.,. - mruknął pod nosem, jednak blondynce nie przeszło to koło ucha.
Zapadła niezręczna cisza.
- Przepraszam - odparła, wpatrując się w ziemię. - Myślisz, że sama prosiłam się o taką pozycję? Że fajnie jest rządzić sobie Magnolią? Odpowiedź brzmi: nie.
Szybko wstała i zaczęła iść w kierunku miasta.
- Lucy! - zawołał Natsu, jednak na nic się to zdało, gdyż dziewczyna jedynie przyspieszyła kroku.
Wkrótce zniknęła mu z zasięgu wzroku.

<<>>

   Przemierzała ulice Magnolii z mocno zaciśniętymi pięściami. Nie mogła pojąć, dlaczego Natsu robi jej takie wyrzuty odkąd się spotkali po tak długim czasie. W końcu powinien doskonale sobie zdawać sprawę z tego, że żeby połowić z nim te głupie ryby całkowicie odrzuciła na bok wszystkie obowiązki. Przynajmniej tak to wyglądało z jej perspektywy. Dotarła pod bramę zamku, gdy nagle. zobaczyła dziewczynę. A konkretniej dziewczynę, która ledwo potrafiła ustać na nogach i opierała się ze zmęczeniem o ogrodzenie.
- Wszystko w porządku? - od razu do niej podbiegła, zawieszając jej ramię na swojej szyi.
Ta natomiast chciała odpowiedzieć, ale po chwili straciła przytomność.
   Heartfilia siedziała przy nieznajomej wraz z McGarden, która przecierała jej czoło ścierką nasączoną zimną wodą.
- Gorączka nie spada.. - powiedziała zmartwiona niebieskowłosa.
- Dziadek powiedział, że postara się jak najszybciej dotrzeć tu z Mirą, więc pozostaje tylko czekać - Lucy westchnęła, jednak w jej głowie wciąż odbijały się słowa Natsu. 
Zastanawiała się, co rozumiał poprzez określenie ,,dawna Lucy''. Przecież jedynie starała się wszystkim dogodzić, a idąc jego logiką, działała odwrotnie.
- Co się dzieje? - Levy spojrzała na przyjaciółkę przenikliwym wzrokiem.
- Natsu stał się dziwnie oziębły - odpowiedziała. - Mówi, że tęskni za dawną Lucy. Czy ja naprawdę aż tak bardzo się zmieniłam?
- Lu-chan, oczywiście, że nie - McGarden łagodnie się uśmiechnęła. - Chyba po prostu Natsu czuje się przez ciebie w pewien sposób odrzucony.
- To znaczy?
W rozmowie przeszkodziła im ciemnowłosa dziewczyna, która powoli się podniosła do pozycji siedzącej i przetarła dłonią wilgotne czoło.
- Gdzie ja jestem? - spytała cicho, rozglądając się.
Była niska, kobiecej budowy ciała ze sporym biustem. Długie, rozpuszczone włosy idealnie komponowały się z jasnoniebieskimi oczami. Miała na sobie białą, porwaną sukienkę.
- Jesteś w zamku w Magnolii - odpowiedziała Heartfilia. - Jak się czujesz?
- Ma..gnolia?
- Tak - tym razem to Levy udzieliła odpowiedzi na pytanie nieznajomej. - Pamiętasz cokolwiek?
- Nie - dziewczyna znacznie się tym przejęła.
- A wiesz chociaż jak się nazywasz?
- F.. Florence - odparła, unosząc głowę i po raz pierwszy spoglądając na swoje rozmówczynie.
- Dobrze, Florence - blondynka się uśmiechnęła. - Jestem Lucy. Pomożemy ci.
Usłyszały burczenie dochodzące z brzucha Florence. Ciemnowłosa spaliła buraka, obejmując okolice żołądka. McGarden się zaśmiała.
- Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia - powiedziała, wychodząc z pomieszczenia.


<<>>

   Mirajane siedziała zamknięta w swoim pokoju. Rzadko jej się to zdarzało. Leżała na łóżku, wpatrując się w nieskazitelnie biały sufit. Czasem, mimo wszystko, wspominała swoją rodzinę. To, jak jej rzeczywistość wyglądała kiedyś. Zamykała oczy i wyobrażała sobie, jak jej ukochane rodzeństwo mogłoby teraz wyglądać. Chciała im wyjaśnić powód, dla którego zostali rozdzieleni, ale nie miała takiej możliwości. Wiedziała, że mogą mieć jej to za złe, a zwłaszcza Lisanna. Otarła łzę spływającą po jej policzku, aby potem całkowicie się rozpłakać.
- Przepraszam.. - jęknęła do samej siebie.
Wstała i osunęła się po ścianie, próbując opanować emocje. W tym właśnie momencie usłyszała pukanie do drzwi jej pokoju.
- Miro, to ja, Makarov - do jej uszu dotarł głos staruszka. - Potrzebujemy cię na zamku. Mogę wejść?
- Tak - zawołała, szybko się opanowując.
Po chwili otworzył drzwi i przekroczył próg pokoju. Strauss łagodnie się uśmiechnęła.
- A więc?
- Do zamku dotarła jakaś dziewczyna - zaczął. - Potrzebuje naszej pomocy, ale nie wiemy, co jej dokładnie dolega. Ma wysoką gorączkę. Jak twierdzi Lucy, zemdlała przy bramie.
- Dobrze, pomogę wam.


<<>>


   Po dotarciu na miejsce od razu skierowali się do pomieszczenia, w którym przebywała Florence. Ku ich zdziwieniu, ciemnowłosa siedziała uradowana i czytała jakąś książkę wraz z Levy, zajadając się ciastem.
- To ty jesteś chora? - spytała z lekka zdziwiona Strauss, spoglądając na ciemnowłosą.
- Źle się czułam, ale już mi lepiej - odparła z uśmiechem, opierając głowę na ramieniu McGarden.
Białowłosa wyszła wraz z Heartfilią, aby porozmawiać na korytarzu.
- Więc była pod bramą, ledwo stała na nogach, ciężko było jej oddychać i..
- Spokojnie - Mira położyła rękę na ramieniu przyjaciółki.
- Chciałam jej pomóc. Ale nagle wydobrzała. Jak twierdzi, to nic nie pamięta. Nie wie skąd jest, po co się tu znalazła, zna jedynie swoje imię.
- Jak się nazywa?
- Florence.
- Nie wygląda, jakby jej się spieszyło do domu.. - stwierdziła Strauss.
- Może spotkało ją tam jakieś nieszczęście? Albo została osierocona jeszcze w czasie wojny?
- Lucy, wiem, że się tym przejmujesz, ale pozwól, że sama się tym zajmę. Powinnaś odpocząć, to nie prośba, tylko rozkaz. Ale już!
Heartfilia kiwnęła głową. Zgadzała się z Mirajane. Czasem, kiedy miała naprawdę dużo do zrobienia, strasznie kręciło jej się w głowie i sama ledwo potrafiła ustać na nogach. Kiedyś mówiła, że za wszelką cenę nie zaniedba bliskich tak, jak jej rodzice, ale obecnie zaczynała w to wątpić. Przecież nie mogła być wszędzie: wypełniać ważne dokumenty w zamku, wysłuchiwać próśb mieszkańców, pomagać im, a jednocześnie spędzać czas z przyjaciółmi. To było dla niej za wiele.
   Chwiejnym krokiem szła w kierunku swojej komnaty, gdy nagle ujrzała przez okno Natsu i Happy'ego zmierzających w kierunku wejściu do zamku. Zaczęła szybko iść do wejścia, ale ktoś ją wyprzedził. Ku jej zdziwieniu, była to Florence. Najwidoczniej spacerowała po korytarzu akurat w tym czasie. Lucy, choć sama nie wiedziała dlaczego, postanowiła się wrócić. Wciąż była zła na Natsu za to, co powiedział nawet nie wiedząc, jak wiele wysiłku kosztuje ją to wszystko.

***

Rozdział 16 już za nami. To wciąż jest wprowadzenie do wszystkich wydarzeń, więc niech nikogo nie zmyli obecnie miła atmosfera. Jak myślicie - kim jest Florence?

Tak w ogóle, to rozdział został dodany tak szybko jak na nas, że aż szok, prawda? xD

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział 15 - Lisanna

,,Dobro i zło mają to samo oblicze, wszystko zależy jedynie od momentu, w którym staną na drodze człowieka.''   
~Paulo Coelho 


W POPRZEDNIM ROZDZIALE:

- Możecie mnie już zabrać - powiedział Zeref, nie wyrażając ani odrobiny sprzeciwu. - Jestem gotowy.
- Czyli.. poddajesz się? Tak nie może być! Miałem ci dokopać! - Gajeel od razu się naburmuszył, wymachując rękoma.
Natomiast Zeref dziwnym wzrokiem analizował Natsu.
- Dziś nie jest ostatni raz, kiedy się spotykamy, braciszku - powiedział wystarczająco cicho, aby nikt nie zdołał go usłyszeć.

***
   Minęło parę tygodni od makabrycznych wydarzeń. Wszyscy zdążyli odsapnąć w małym stopniu. Szczęście było już na wyciągnięcie ręki. Szczęście i spokojne dni. Zeref, który stał za wszystkimi złymi czynami, przesiadywał w najbardziej surowym więzieniu w Fiore. Tam z pewnością wycierpi choć jedną czwartą bólu zadanego tym wszystkim niewinnym ludziom.

***
   W pewnym momencie Heartfilia stanęła i spojrzała na niebo.
- Gwiazdy są przepiękne... - szepnęła, zauroczona ich blaskiem.
- To prawda - niebieskowłosa przyznała jej rację.
Nagle usłyszały znajomy głos za plecami Instynktownie się odwróciły i zamarły przez to, co zobaczyły...

<<>>


   Usłyszały głos łudząco podobny do głosu Miry, a jednocześnie zupełnie inny. Wydawał się oziębły. Wzbudził u nich gęsią skórkę. Odwróciły się na pięcie i spojrzały na dziewczynę niemalże identyczną jak Strauss. Jedyne co ich różniło to długość włosów i mimika twarzy. 
- Jestem Li-sa-nna - podzieliła swoje imię na sylaby, wymawiając je nieco wyższym tonem. - Zgaduję, że ty jesteś Lucy Heartfilia.
Palcem wskazała na blondynkę, przez co dziewczyna wzdrygnęła.
- Tak - odparła niepewnie. - Coś się stało?
- Nie - zaczęła ją dokładnie analizować. - Jeszcze nie.
Lucy i Levy spojrzały po sobie. Nie rozumiały, co się właściwie dzieje i czego chce od nich osoba, której nigdy wcześniej nie widziały. Nim zdążyły się spostrzec, tajemnicza dziewczyna zniknęła między budynkami.
- To było dziwne - Levy poczuła się nieswojo, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. - Chodźmy już.
Heartfilia skinęła głową, po czym szybkim krokiem udały się do magnolijskiego zamku.

<<>>

   Mijały kolejne dni. Cały czas ta nudna rutyna, a w planie dnia jedynie obowiązki. Przynajmniej tak było w przypadku Lucy Heartfilii, która spędzała wiele godzin załatwiając przeróżne sprawy jako nowa dziedziczka tronu Magnolii. W końcu zrozumiała, dlaczego jej rodzice zawsze mieli tak mało wolnego czasu, który zwykle i tak po części spędzali pracując. Tęskniła za przyjaciółmi, gdyż widywała się jedynie z Levy, która pracowała na zamku. 
   Właśnie siedziała przy biurku, przeglądając stos papierów przyniesionych przez swojego doradcę. Słońce wpływające przez okno oświetlało jej twarz, ukazując delikatne rysy. Nienagannie związane włosy w wysokiego koka - które niegdyś były cały czas rozpuszczone, tworząc artystyczny nieład - długa, jedwabna sukienka osłaniająca cały dekolt. Jak to twierdził Makarov, powinna pokazywać się poddanym z jak najlepszej strony, odmawiając sobie co niektóre przyjemności. I choć czasami naprawdę miała ochotę zedrzeć z siebie obcisły gorset i włożyć stare wygodne ubrania, cały czas ją coś powstrzymywało. Być może to było poczucie obowiązku.
   Głęboko westchnęła, kładąc głowę na blacie.
- Co teraz robicie? - szepnęła do siebie, patrząc w przeciwległą ścianę.
Usłyszała pukanie do drzwi. Od razu się wyprostowała mając pewność, że to Makarov.
- Proszę - zawołała.
I nie pomyliła się. Próg pokoju przekroczył niski staruszek.
- Lucy, mam dla ciebie niespodziankę - powiedział, wyczekując na reakcję.
- Kolejne dokumenty? Czy może propozycja ślubu? - podparła dłonią brodę, czekając, aż doradca dołoży jej kolejną robotę.
- Nie - zaprzeczył. - Inna niespodzianka.
Odsunął się, po czym do komnaty wszedł uśmiechnięty Fullbuster.
- Gray! - wrzasnęła, podnosząc się i ściskając przyjaciela.
- Co za entuzjazm - odparł, delikatnie masując drobne plecy dziewczyny, po czym lekko ją od siebie odsunął.
- Masz kontakt z Natsu? Gajeelem? Mirą? - spytała, krzyżując ręce na wysokości piersi.
- Tak się składa, że..
Drzwi z hukiem zostały otwarte na całą możliwą szerokość, po czym do środka wmaszerowali kłócący się Dragneel z Redfoxem. Blondynce zaszkliły się oczy na ten widok. Różowowłosy zamilkł, gdy jego wzrok na niej spoczął.
- Zabrakło ci argumentów?! - krzyknął ciemnowłosy, wymachując rękoma. - Ile można mówić jedno i to samo?
Heartfilia niepewnie podeszła do Natsu, lekko się uśmiechając. Położyła mu dłoń na ramieniu.
- Tęskniłam.

<<>>


   Był to już wieczór. Kobieta opatulona w czarny płaszcz siedziała na fotelu, klnąc coś pod nosem. W tym samym momencie do pomieszczenia weszła białowłosa, siadając tuż obok niej.
- Kiedy nasz plan zacznie się wcielać w życie? - spytała, niepewnie spoglądając na Meredith.
- Niebawem, Lisanno - odparła.
- Nie mogę się doczekać, żeby spotkać "siostrzyczkę" - zaczęła z udawanym entuzjazmem.
- Za to ja nie mogę się doczekać, żeby pierwszy raz zobaczyć swoją pasierbicę - założyła nogę na nogę. - A więc, widziałaś ją?
- Tak - mruknęła. - Mój widok bardzo ich zszokował. Nie rozumiem dlaczego.
- Wszystkiego dowiemy się z czasem. Wystarczy jedynie trochę cierpliwości.
Meredith była kobietą, która potrafiła zmanipulować wszystkim. A jej nieświadomi sojusznicy zawsze słuchali wszystkich rozkazów płynących z jej ust, będąc nieświadomymi, że szkodzą samym sobie...

<<>>

   Siedzieli przy stole, zajadając się pieczonym kurczakiem. W międzyczasie dołączyły do nich również Mira, Erza i Juvia, które były z lekka spóźnione. Wszyscy mieli wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, z jednym małym wyjątkiem - Lucy. W końcu co ciekawego można robić spędzając monotonnie każdy dzień na zamku? Gray spojrzał na przyjaciółkę, dokładnie ją rozumiejąc. Jego ojciec do tej pory dzielnie się trzymał. Można by było powiedzieć, że ma się dobrze, jednak lekarze dają pięćdziesiąt na pięćdziesiąt procent szans, że wróci do pełni sił, czy też wszystko potoczy się w złym kierunku. Dlatego właśnie na niego przeszły obowiązki władcy Hargeonu.
- Ja i Happy często chodzimy na ryby - zaczął Dragneel. - Mieszkamy w małej chatce na uboczu Magnolii i tuż obok jest las z niewielkim jeziorem, więc korzystamy.
- Aye!
- Tylko nie wypłosz ryb - mruknął Gajeel. - Jak zobaczą twoje różowe, bujne loki to jeszcze pomyślą, że jesteś zmutowanym łososiem. 
- Co powiedziałeś?!
- Stop! - wtrąciła Erza. - Do jasnej cholery, debile! Zawsze musicie się kłócić?
Zapadła głucha cisza. I to tak ogłuszająca, że aż nachodziła ochota, aby zakryć uszy.
- Podajcie sobie ręce na zgodę - powiedziała. - Ale już.
Natsu i Gajeel posłusznie podali sobie ręce, zachowując odpowiednią odległość niemalże metra, przez co wyglądało to z lekka komicznie. Natomiast Gray zaczął wręcz pękać ze śmiechu, obserwując całą tą jakże uroczą scenkę.
- Dorośnijcie - podsumowała blondynka, krzyżując ręce na piersiach.
- Lucy, może ruszyłabyś jutro ten swój szlachetny tyłek i poszła ze mną na ryby? Raz na jakiś czas można się oderwać od papierków i jedwabnych kiecek - zaproponował różowowłosy, spoglądając na dziewczynę.
- Aye! Lucy, chodź z nami!
- Nie wiem czy mogę - rzekła, spoglądając kątem oka na Makarova.
- Idź, zajmę się wszystkim. Tylko nie wróć za późno.
Dziewczyna się uśmiechnęła i twierdząco skinęła głową. Wiedziała, że ten drobny staruszek obecnie był dla niej jedyną "rodziną". Zaś on doskonale wiedział, że Heartfilia mu ufa i pod żadnym pozorem nie chciał naruszyć drobnej linii, jakim było jej cenne zaufanie.
   Szybko nadszedł wieczór. Wszyscy zaczęli się zbierać, będąc w doskonałych nastrojach. Gray, Juvia i Erza wyszli nieco wcześniej, mając świadomość, że muszą zdążyć wrócić do Hargeonu nim zupełnie zapadnie zmrok.
- Jutro po ciebie przyjdę - zapowiedział Natsu, spoglądając na Heartfilię. - Tylko ubierz się po ludzku, a nie jak pani na włościach.
- Nawet nie wiesz, z jak olbrzymią chęcią - oboje się uśmiechnęli.
Dziewczyna chciała uścisnąć przyjaciela na pożegnanie, jednak przeszkodził im w tym z lekka upity Redfox.
- Kretynie, mówiłem, żebyś nie przesadzał z alkoholem - warknął Natsu, wiedząc, że będzie musiał go ciągnąć do domu, gdyż ledwo mógł ustać na nogach.
Levy przyglądała się mężczyźnie z zażenowaniem. W końcu Dragneelowi udało się wyprowadzić Gajeela z zamku. Dziewczyny spojrzały po sobie.
- A więc, masz jutro randkę z Natsu? - McGarden zachichotała. - Słodko razem wyglądacie.
- Ale to nie randka - zaprzeczyła blondynka. - Po prostu chcę chociaż raz odsapnąć od obowiązków.
- Rozumiem - niebieskowłosa położyła rękę na ramieniu przyjaciółki. - Nie przejmuj się, ja i dziadziuś wszystkiego dopilnujemy.


<<>>

   Ranek nadszedł nieubłaganie szybko. Heartfilia podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła, spoglądając przez okno.
- Cześć - usłyszała znajomy głos za plecami, przez który aż wzdrygnęła.
- Natsu?! - wrzasnęła, przykrywając się kołdrą.
- Tak mam na imię - uśmiechnął się, ukazując szereg białych ząbków. - Ruszaj się, bo czekamy już od dwudziestu minut.. Jednak ten klimat pani na włościach ci się udziela, kiedyś wstałabyś wcześniej.
- Aye..
Chłopcy z lekka sobie żartując, wyczekiwali reakcji przyjaciółki. Ta natomiast nawet nie raczyła się odezwać, a jedynie wychylała głowę spod kołdry. Wzięła głęboki wdech. Natsu wraz z Happym wyszli, pozostawiając ją, aby się mogła swobodnie przebrać. Szybko wstała, udzielając im niezbyt przychylnych komentarzy pod nosem, a zaraz potem podeszła do szafy. Z głębi udało jej się wygrzebać stare, wygodne ubrania. Przyodziała je i rozczesała włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Uśmiechnęła się, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Poczuła się jak kiedyś - za czasów wojny, ruchu oporu. Mimo, że to źle brzmi, to nie wiązały się z tym same negatywne wspomnienia, ale też wiele pozytywnych. Pozostało jej jeszcze umyć zęby. Postanowiła, że swoją ulubioną gorącą kąpiel zrobi wieczorem, kiedy wróci. 
  Wyszła z komnaty, spoglądając na Dragneela i Happy'ego.
- Idziemy? - spytał różowowłosy.
- Tak.

<<>>

   Z uśmiechem wymalowanym na ustach, przemierzali uliczki Magnolii. Lucy obserwowała szczęśliwych mieszkańców, czując olbrzymią ulgę. Wiedziała, że wszystko co robi nie idzie na marne.
- Kto pierwszy przy tamtym drzewie! - zawołał Natsu, zaczynając biec.
Dziewczyna ruszyła zaraz za nim, jednak mimo wszystko nie mogąc nadążyć. Zderzyła się z korą drzewa, spoglądając na różowowłosego, który dotarł do wyznaczonego celu parę sekund przed nią.
- To było niesprawiedliwe - stwierdziła, pokazując język. - Pobiegłeś pierwszy.
- Wmawiaj sobie - odparł uszczypliwie, uśmiechając się.
  Osunęli się po drzewie, spoczywając na miękkiej trawie. Zaczęli obserwować chmury szybujące na niebie. Natomiast Happy spojrzał na nich dwuznacznym wzrokiem.
- Oni się lubią - zawołał.
Dwójka przyjaciół, nie zważając na jego komentarz, dalej siedziała w milczeniu.
- Dobra, idziemy - ciszę jako pierwszy przerwał różowowłosy. - W końcu nasz dzisiejszy cel to złowienie całego kosza ryb.
- Aye!
- Kto powiedział, że całego kosza? - spytała blondynka. - Ostrzegam, że nigdy wcześniej tego nie robiłam, więc raczej nie będę zbyt dobrą kompanką.
- Szybko się nauczysz - stwierdził, pomagając jej wstać.

   Zaraz po dotarciu na miejsce, Natsu spoczął przy brzegu jeziora, chwytając za wędkę. Zarzucił ją mniej więcej w sam środek skupiska wody. Obok niego usiedli Happy i Lucy. Obserwowali strumień, który nagle zaczął być dziwnie niespokojny w okolicach narzędzia trzymanego przez Dragneela. Chłopak od razu na starcie wyłowił solidną rybę.
- Teraz twoja kolej, Lucy - podał jej wędkę i pokazał, jak należy ją trzymać.
Następnie Heartfilia z pomocą przyjaciela zarzuciła ją na niezbyt dużą odległość. Czekała, aż w końcu udało jej się wyłowić drobną płotkę.
- Mówiłam, że nie będę w tym za dobra - wspomniała, oddając wędkę w ręce różowowłosego.
   W ciągu dwóch godzin, chłopakowi udało się złowić kilka, może kilkanaście ryb. Lucy natomiast zadowoliła się swoją niewielkich rozmiarów płotką. Rozłożyła nieopodal koc. Natsu skierował się do domu, aby odpowiednio przygotować ryby do smażenia. Blondynka poszła za nim.
- Masz jakieś owoce? - spytała, nie oczekując pozytywnej odpowiedzi.
- Zawsze znajdą się jakieś truskawki - odparł, ku zdziwieniu dziewczyny.
I faktycznie, na blacie leżały rozrzucone truskawki. Heartfilia postanowiła przyrządzić kompot, który często robiła we wczesnym dzieciństwie z mamą.
   Po przygotowaniu wszystkiego, skierowali się z powrotem na zewnątrz. Na kocu zastali wylegującego się Happy'ego.
- Jest tak gorącoo.. - powiedział, machając sobie łapką przed twarzą.
Usiedli obok kotka. Położyli talerz z rybami oraz dzbanek z kompotem.
- Happy, przynieśliśmy ryby - stwierdził zadowolony różowowłosy.
- Ryby - zaraz po wypowiedzeniu tego wyrazu, kotek zasnął.
- Natsu, dobrze się bawiłam - powiedziała blondynka. - Jutro też spróbujesz mnie nauczyć łowić ryby?
- Ale ty jesteś uparta - stwierdził.
Chłopakowi propozycja Heartfilii tak naprawdę wcale nie przeszkadzała. Szczerze stęsknił się za przyjaciółką i chciał spędzić z nią trochę czasu, zanim znowu zostanie pochłonięta przez wir obowiązków. Zdawał sobie sprawę, że jej obecne życie jest dużo bardziej skomplikowane niż wcześniej.
- Niech ci będzie. Ale od razu mówię, że nie chce mi się leźć po ciebie przez połowę Magnolii, więc musisz u mnie przenocować.
- Mam tylko nadzieję, że Makarov się nie zdenerwuje...
- Raczej powinien zrozumieć, że też czasem potrzebujesz chwili odpoczynku. Wątpię że pracowałabyś w nocy, więc to raczej nie zrobi mu różnicy. Poza tym wstaniemy rano, więc wczesnym popołudniem będziesz mogła wrócić - sprostował, biorąc łyka kompotu, który od razu bardzo mu posmakował.
Lucy jadła na spokojnie, co jakiś czas spoglądając na spokojną wodę w jeziorze.
- Fajnie tu masz - powiedziała. - Spokojnie, z dala od miejskiego zgiełku.
Głęboko westchnęła. Niegdyś wyczekiwała końca wojny z utęsknieniem, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiele jej przyjemności będzie musiało się skończyć. Oczywiście nie żałowała, że udało im się w końcu "pokonać" Zerefa, ale czasem naprawdę chciała powrócić do wszystkich tych miłych chwil, jakie wtedy przeżyła z przyjaciółmi. Razem upadali i się podnosili, praktycznie zawsze potrafiąc wyciągnąć jakiś pozytyw.
- Wszystko w porządku? - spytał Dragneel, nieco zmartwiony milczeniem przyjaciółki.
- Tak, tylko trochę się zamyśliłam.
   Po kolacji wrócili do domu Natsu. Chłopak oddał Heartfilii swoje miejsce na kanapie a sam rozłożył koc na podłodze, aby się na nim położyć. Blondynka niepewnie na niej usiadła, przecierając miękki materiał dłonią.
- Spokojnie, nie jest zakurzona - mruknął różowowłosy.
Happy położył się obok dziewczyny.
- Zdrajca - zawołał Dragneel.
- Aye!
Blondynka cicho się zaśmiała. Całej trójce udało się zasnąć dość szybko.


<<>>

   Zbliżał się ranek. Wiosna dawała o sobie znać coraz bardziej. Liście drzew delikatnie powiewały na wietrze, ptaki ćwierkały, a świat zdawał się piękniejszy. Przynajmniej tak uważała Lucy, która obudziła się z samego rana. Podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła, ziewając. Potem od razu zerwała się z łóżka. Nie musiała się przebierać, ponieważ spała w ubraniu, ale była trochę spocona, gdyż podczas snu owinęła się kocem. Podeszła do Natsu i leciutko dotknęła go palcem.
- Wstajesz? - szepnęła.
Powtórzyła tą czynność parę razy, po czym zbulwersowana uderzyła go z pięści w ramię.
- Wstawaj leniu! - krzyknęła, krzyżując ręce na piersiach.
Ten od razu się zerwał z miejsca, patrząc zdezorientowanym wzrokiem na przyjaciółkę.
- Miałeś mnie nauczyć łowić ryby - przypomniała. - I musimy się pospieszyć.
- Tak, tak, już.. - odparł, ziewając.
   Po zebraniu się od razu we dwójkę udali się nad jezioro. Nie chcieli budzić Happy'ego, gdyż było dość gorąco, a on niezbyt przepadał za upałem. Blondynka zarzuciła wędkę - była to jedyna czynność, której się nauczyła poprzedniego dnia. Natsu, wciąż trochę śpiący, ze znudzeniem obserwował florę otaczającą jezioro.
- Mam! - zawołała, próbując złowić rybę, która okazała się dość uparta.
Niestety nie szło jej to zbyt dobrze, więc Dragneel złapał razem z nią wędkę i we dwójkę usiłowali ją wyciągnąć z powierzchni jeziora. Jego reakcja okazała się dość późna, przez co to ryba wykonała ostateczny krok i pociągnęła ją tak mocno, że oboje wpadli do lodowatej wody. Przemoczeni do suchej nitki wyszli na ląd, kaszląc.
- Moja wędka przepadła - jęknął różowowłosy.
Blondynka zaczęła się trząść. Słońce postanowiło schować się między chmurami akurat wtedy, gdy było najbardziej potrzebne.
- Chyba jednak wrócisz do zamku wieczorem - Natsu podrapał się w tył głowy.
- Tak...

* * *

A więc! Tak, znowu po przerwie (choć rozdział miał się pojawić jakoś na początku czerwca?) dodajemy rozdział 15 ^.^ Niech nikogo nie zmyli fakt, że było dość spokojnie, bo dopiero się rozkręcamy z drugim sezonem. No i to chyba tyle.
Ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda? xD

niedziela, 7 maja 2017

Rozdział 14 - Poddajesz się?


   Udało im się dotrzeć do jednego z kilku wyjść z podziemi. Rosła w nich adrenalina. Wybiegli na korytarz wschodniej części zamku, a zaraz potem wychylili się za okno. Bój dalej trwał. Szukali wzrokiem swoich przyjaciół. Byli zrozpaczeni na samą myśl, że ktoś mógł ucierpieć. Blondynka w odruchu ścisnęła dłoń Dragneela. Ten zaś uspokajająco położył swoją na jej ramieniu.
- Chyba musimy tam pójść - szepnęła Heartfilia - i do nich dołączyć.
- Tak - stwierdził Natsu.
Jako, iż znajdowali się na parterze, z łatwością udało im się dostać na zewnątrz bez konieczności szukania wyjścia z budowli.
- Nie oddalaj się za bardzo - uprzedził różowowłosy.
Dziewczyna skinęła głową. Dragneel szybko wyciągnął potrzebną broń od martwych strażników przeciwnej armii. Podał jeden miecz Lucy. Następnie ruszyli w kierunku Graya.
- Gdzie wy do cholery byliście?! - wrzasnął, jednocześnie próbując uporać się z jednym z osiłków.
- Wybacz za zwłokę - Natsu dołączył do niego, od razu obezwładniając przeciwnika.
Na blondynkę zaczęli kolejno napierać przeciwnicy, myśląc, że będzie ona łatwym celem. Natomiast Gray i Natsu oparli się na rękojeściach mieczy wbitych w grunt i z uśmieszkami poczęli obserwować ich starania. Heartfilia z łatwością ich obezwładniała, a potem powalała na ziemię. Szybko zaczęli się wycofywać.
- Ruszylibyście się - zawołała, ocierając kropelkę potu z czoła.
- Tak, tak - odparli jednocześnie.
Co było dziwne, nie czuli się przyparci do muru załatwiając co kolejnego parobka Zerefa. Przeciwnie, czuli, że sobie na to zasłużyli, popierając wszystkie jego decyzje.
- Bawicie się beze mnie? Gihi - do walki wkroczył Gajeel, od razu biorąc na siebie jednego z przeciwników.
Nim zdążyli się spostrzec, liczba armii Zerefa wyraźnie zmalała. Niektórzy z jej członków zaczynali uciekać - tacy byli lojalni wobec swojego "pana". Po zwycięsko zakończonej bitwie można było odczuć ulgę. Jednak, pozostało źródło problemu, a mianowicie: Zeref. Erza bezwładnie opadła na glebę. Jej otwarta rana coraz bardziej krwawiła. Kobieta powoli zaczynała pluć krwią. Blondynka od razu do niej podbiegła.
- Nie mam odpowiedniego sprzętu, aby jej pomóc - powiedziała z lekka przerażona. - Musicie ją zanieść do Hargeonu. Mira jej pomoże. Szybko!
- Ale.. Zeref - Gray stanął jak wyryty, będąc między młotem a kowadłem. Musiał podjąć decyzję pokonania tego, który sprawił olbrzymi ból całemu kraju, a także jego umierającemu ojcu, bądź uratowaniem życia przyjaciółki, osoby niezmiernie bliskiej jego sercu.
- Ja tu zostanę - rzekła z determinacją, a następnie wstała. - Ale wy musicie się pospieszyć. Czym prędzej zanieście Erze do Miry. Ona cierpi.
Fullbuster postanowił zaufać dziewczynie, którą znał od dzieciństwa. A także tej, która zawsze była dla niego wzorem. I tej, która powoli skradała jego serce, jednak ukrywał ów fakt. Podniósł Erze.
- Armia, wycofujemy się! - zawołał, a następnie rozpoczął wspinaczkę, w celu wydostania się na szczyt góry i ponownego z niej zejścia.
- Zostaję z tobą - stwierdził Natsu.
- Ja też - dodał Redfox z uśmiechem. - Zrobię mu z tyłka jesień średniowiecza!
- Cóż, jeśli chcecie - przygryzła dolną wargę. - Ale musimy się pospieszyć.

<<>>

   Po dotarciu do Hargeonu, od razu udali się z Erzą do jednej z komnat. Mirajane rozpoczęła zabieg odkażenia rany i zszycia jej. Fullbuster nerwowo krążył po korytarzu. Nie znał Strauss i nie mógł za nią ręczyć, jednak ufał Lucy i wiedział, że nie skłamałaby w tak ważnej sprawie. McGarden, próbując zachować zimną krew, asystowała białowłosej.
- Mówiłem jej, żeby odpoczęła, ale nie. Przecież jestem gówniarzem i się nie znam - syknął Gray, krzyżując ręce w okolicy klatki piersiowej.
- Twoje narzekanie nic nie da w tej sytuacji - westchnęła Levy, błądząc wzrokiem po suficie.
- Erza już taka jest - wtrąciła Juvia. - Wolałaby pójść na ścięcie prędzej, niż się poddać. Ale za to ty, paniczu, powinieneś odpocząć. Masz za sobą przeprawę i trudną bitwę.
- Niech będzie. W razie co, będę w swojej komnacie - po tych słowach wyszedł z pomieszczenia.

<<>>

   Kroczyli po pustych korytarzach niegdyś przepełnionego do przepychu zamku, szukając Zerefa. Człowieka, który stał za wszystkim, co się do tej pory wydarzyło. Za śmiercią tak wielu ludzi, a jednocześnie również za tym, że się wszyscy spotkali. Gdyby nie ta krwawa wojna, Natsu i Gajeel nie dotarliby do Magnolii w poszukiwaniu pomocy. Jednocześnie, gdyby nie ona, Magnolia jak i całe Fiore wciąż by tętniło życiem, a rodzice Heartfilii nadal by żyli.
- Cholera! - wrzasnął Gajeel. - Ten dupek się chowa czy co?
- Wątpię - skwitowała Heartfilia. - Raczej czeka na nas w jednej z komnat, chyba zachował resztki dumy.
- Gdybałbym - wtrącił różowowłosy. - Ten człowiek nigdy nie miał dumy.
- Chociaż raz przyznam pawianowi rację - Redfox się uśmiechnął.
- Milcz przerośnięta małpo, po prostu milcz - Dragneel spojrzał na niego srogim wzrokiem.
- Co tam mruczysz?!
- Możecie się teraz nie kłócić? Tylko o tyle was proszę - blondynka od razu rozdzieliła dwóch sapiących się mężczyzn.
- Jeszcze się policzymy! - stwierdzili jednocześnie.
Usłyszeli kroki za plecami. Księżniczkę od razu pokryły ciarki. Szybko się odwróciła.
- Możecie mnie już zabrać - powiedział Zeref, nie wyrażając ani odrobiny sprzeciwu. - Jestem gotowy.
- Czyli.. poddajesz się? Tak nie może być! Miałem ci dokopać! - Gajeel od razu się naburmuszył.
Natomiast Zeref dziwnym wzrokiem analizował Natsu.
- Dziś nie jest ostatni raz, kiedy się spotykamy, braciszku - powiedział wystarczająco cicho, aby nikt nie zdołał go usłyszeć.

<<>>

   Minęło parę tygodni od makabrycznych wydarzeń. Wszyscy zdążyli odsapnąć w małym stopniu. Szczęście było już na wyciągnięcie ręki. Szczęście i spokojne dni. Zeref, który stał za wszystkimi złymi czynami, przesiadywał w najbardziej surowym więzieniu w Fiore. Tam z pewnością wycierpi choć jedną czwartą bólu zadanego tym wszystkim niewinnym ludziom.
   Rozpoczęła się odbudowa pojedynczych miast. Przyjaciele, którzy poznali się podczas wojny właśnie ucztowali w jednym z barów. Jak można było się spodziewać: urządzili tam niezłą rozróbę...
- Natsu! - wrzasnął zaróżowiony na twarzy pod wpływem alkoholu Gajeel.
- Milcz pijaczyno - Dragneel machnął ręką.
- Jak żeś mnie nazwał?!
- Pi-ja-czy-na - podzielił ów wyraz na sylaby, pokazując język.
- Chodź tu, złamasie! - złapał go za szyję i zaczął targać mu włosy z nieznacznym uśmiechem.
- Debile - burknął z lekka pijany Gray.
- Cisza! - wrzasnęła z końca baru Erza, przez co od razu rozmowy ucichły.
Kontynuowała zajadanie się ciastem truskawkowym.
   W międzyczasie, Lucy i Levy siedziały na zewnątrz, korzystając z jesiennego słońca. Wiatr powiewał dość srogo, przez co po chodniku wyłożonym kamieniem sunęły różnokolorowe liście.
- Tak mogłoby być już zawsze - powiedziała rozmarzona niebieskowłosa.
- I będzie - stwierdziła uśmiechnięta Heartfilia.
- A tak w ogóle, to kto teraz będzie rządził Magnolią? - McGarden spojrzała na przyjaciółkę.
Dziewczyna głęboko westchnęła.
- Widocznie to na mnie będzie spoczywać ta odpowiedzialność. Postaram się nie zawieść swoich rodziców...
   Po chwili obie skierowały się do środka baru. Już na wejściu powitał je kufel lecący w ich stronę. Szybko odskoczyły na bok, omijając kufel. Następnie zobaczyły pijaną Erze jedzącą swoje ulubione ciasto, Natsu i Gajeela, którzy się bili i rozdzielającego ich Gray'a. Niebieskowłosa poszła w stronę Miry, a Heartfilia stała plecami do drzwi i rozglądała się po barze. Skanowała wzrokiem każdą pojedynczą osobę. Potem ruszyła w stronę Natsu. Stała chwilę kilka kroków w oddali i patrzyła, jak się wprost naparzają, po czym podeszła bliżej aby rozdzielić tą bandę oszołomów.
- Natsu, możemy porozmawiać? - zapytała z lekko opuszczoną głową.
Chłopcy przez chwilę stali nieruchomo, podobnie jak blondwłosa.
- Jasne, chodź na zewnątrz - odpowiedział, odsuwając się od Redfoxa, aby następnie chwycić dziewczynę za nadgarstek i wyprowadzić pod bar.
Gray i Gajeel spojrzeli po sobie. Nagle twarz Fullbustera zrobiła się lekko czerwona. Ruszył cichaczem za ową dwójką.
- Więc?
- Ja.. chciałam ci podziękować - zamilkła na chwilę, aby zebrać myśli. - Byłeś dużym wsparciem. W niektórych momentach naprawdę chciałam się poddać, ale zawsze podnosiłeś mnie na duchu. I też dziękuję za to, że wybaczyłeś mi kłamstwo. W sumie za to, że wszyscy mi wybaczyliście. Tak długo kłamałam na temat swojego pochodzenia...
- Nie rozmawiajmy teraz o tym - wtrącił. - Nie rozumiem powodu, dla którego to robiłaś, ale skoro uznałaś to za słuszne, to nie będę się na ciebie wiecznie gniewał.
Zapadła grobowa cisza. Stali w niewielkiej odległości od siebie, spoglądając w ten sam martwy punkt na chodniku. W pewnym momencie blondynce wpadło coś do oka. Cicho syknęła, mrużąc powieki.
- Co się stało?
- Chyba wpadło mi coś do oka - zaczęła mrugać, jednak w efekcie szczypało jeszcze bardziej.
- Czekaj, wyjmę ci to - Dragneel do niej podszedł i delikatnie skierował kciuk do lewego oka.
Fullbuster uchylił drzwi, aby zobaczyć, co owa dwójka ze sobą robi. Wzdrygnął. Z jego perspektywy to wyglądało jak pocałunek, a prawda jest taka, że Natsu jedynie chciał pomóc blondynce. Chłopak z impetem walnął drzwiami i skierował się po dolewkę trunku. Pogodził się z tym, że jego miłość pozostanie nieodwzajemniona, jednak ten widok dość mocno go zabolał.
- Kto to był? - spytała Lucy.
Różowowłosy jedynie wzruszył ramionami.
- Wracając do tego, co mówiłaś.. cieszę się, że się na coś przydałem - uśmiechnął się, ukazując szereg białych zębów.
Heartfilia szturchnęła go w ramię. Następnie skierowali się z powrotem do wejścia do baru. Emocje opadły. Wydawało się, że już na dobre.
   Natsu otworzył drzwi od baru i pozwolił Lucy wejść pierwszej. Gdy tylko przekroczyła próg baru, stanęła jak wyryta. Różowowłosy wszedł tuż za nią i zaczął się szeroko uśmiechać. Przy barze trwała rywalizacja o to, kto wypije więcej trunku. Uczestniczyli w niej między innymi: Erza, dziewczyna o brązowych włosach, która była dość skąpo ubrana, gdyż miała na sobie jedynie niebieski biustonosz i długą spódnicę, niski dziadek i dwóch chłopaków przy których stała Levy - jeden szczupły, drugi bardziej pulchny. Zanim blondynka zdążyła się spostrzec, Dragneel zniknął jej z oczu. Dopiero potem zauważyła, że kibicuje Erzie. Westchnęla i zaczęła iść w kierunku barku, który obsługiwała Mirajane.
- Gajeel, Gray, Natsu! - zawołała białowłosa. - Musicie mi pomóc przynieść więcej beczek z piwem z piwnicy.
Zaprowadziła chłopaków na dół, po czym szybko wróciła do baru.
- Co oni robią? - spytała Heartfilia, popijając świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.
- Nudziło się im, a więc Erza wypowiedziała wojnę na to, kto wypije więcej piwa i sama wybrała osoby, które mają z nią rywalizować - odpowiedziała McGarden z uśmiechem na ustach.
- Wojna? - powtórzyła blondynka. - Mam dość tych wojen na jakieś minimum dwa stulecia...
- Ta jest nieszkodliwa - dopowiedziała roześmiana Mira. - Chwilowo... Chodźcie, pomóżcie mi nalewać.
- Odpadlìście! - krzyknęła zadowolona Scarlet.
Obaj mężczyźni leżeli jeden na drugim, odpływając w błogim śnie.

<<>>

- Które beczki mamy wziąć? - spytał Natsu
 rozglądając się.
Było ich tam naprawdę wiele.
- Te z brzegu, głąbie - sprecyzował Fullbuster.
- Nie denerwuj się tak - rzekł różowowłosy, unosząc jedną z beczek.
- Dlaczego? Po prostu mnie irytujesz - stwierdził, wzdychając.
- Nie ma po co - zaśmiał się Dragneel, zaczynając iść w kierunku drzwi.
- Ogarnij się w końcu - wyrzucił z siebie Gray, podniesionym tonem głosu.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego zachowanie było w tym momencie dziecinne, jednak nie mógł panować nad słowami, które wypływały mu z ust. Odłożył swoją beczkę, podobnie jak dziwnie milczący Gajeel.
- Uspokój się Gray - powiedział głośno różowowłosy, już powoli tracąc cierpliwość.
- Będę spokojny, kiedy dasz spokój Lucy - stwierdził. - Nie wykorzystuj jej. Wystarczająco dużo cierpiała, glizdo.
- Jak ty mnie nazwałeś? - Dragneel zdenerwował się już na dobre.
Szybko odstawił beczkę i zaczął iść w kierunku księcia. Doszło do małej bójki, chociaż oboje zapomnieli, od czego zaczęła się ta wymiana zdań. Gajeel nieskutecznie próbował ich rozdzielić. Wreszcie przestali.
- Dlaczego my się bijemy? - zapytał Natsu.
- Nie wiem. Może dlatego, że całowałeś się z Lucy?
- Co ty gadasz? Masz jakieś omamy wzrokowe czy co? - naśladował ton głosu ciemnowłosego.
- Niedawo przed barem - skapitulował, z powrotem podnosząc beczkę.
- Co proszę? - zaczął się śmiać. - Lucy wpadło coś do oka, pomagałem jej to wyjąć, idioto.
Gray zaniemówił, stał przez chwilę w jednym miejscu i układał myśli po czym ruszył się w stronę wyjścia z piwnicy. Gajeel i Natsu poszli w jego ślady.

  Walka "kto wypije więcej trunku" trwała w najlepsze. Mały staruszek nie dał rady i zemdłal. Lucy i Levy chciały iść mu pomóc, ale Mira zapewniła, że nie trzeba. Zbliżała się godzina dwudziesta druga. Większość Magnolijczyków szła już do domów. Obie dziewczyny, które jako jedyne zostały w dogrywce - Erza i Cana - zaczynały powoli tracić siły.
- Czas na ostatnie piwo - powiedziała Erza, czkając.
Sięgnęła po kufel jako pierwsza. Zaraz po niej zrobiła to brązowowłosa. Zaczęły wypijać całą zawartość, aż w końcu został równy, ostatni łyk. Jak się okazało, Canie udało się go dopić jako pierwszej. Szkarłatnowłosa z impetem uderzyła pięścią o blat.
- Cholera! Domagam się rewanżu!
- Już nie dzisiaj, ale z chęcią zrobię z tego powtórkę - kobieta się uśmiechnęła. - A teraz adios, idę do domu.
Wstała, z początku lekko się chwiejąc, aż w końcu dotarła do drzwi, zasalutowała i wyszła.
- Pomożecie mi posprzątać, prawda? - spytała Strauss.
Erza dosłownie padła i zasnęła.
   Dziewczyny powoli kończyły sprzątać bar po całym dniu rozróby. Gdy w końcu im się to udało, rozeszły się do domów. Lucy i Levy szły we dwójkę do zamku. W pewnym momencie Heartfilia stanęła i spojrzała na niebo.
- Gwiazdy są przepiękne... - szepnęła, zauroczona ich blaskiem.
- To prawda - przyznała jej rację niebieskowłosa.
Nagle usłyszały znajomy głos za plecami Instynktownie się odwróciły i zamarły przez to, co zobaczyły...
<<>>

   Przychodzimy z czternastym rozdziałem i jednocześnie ostatnim w 1 sezonie. Jak myślicie - czyj głos usłyszały dziewczyny? Możecie pisać w komentarzach ^^
Enjoy~

czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 13 - Bitwa


   Maszerowali przez las, będąc coraz bliżej celu. Wszyscy już gotowi psychicznie na to, co ma się stać. Nikt nie zastanawiał się po co i dlaczego. Liczyło się tylko jedno: przetrwać. Mało tego: przetrwać w jak największą liczbę osób i wrócić. Lucy głęboko myślała nad tym, jak szybko dotrzeć do Zerefa i go zabić. Wiedziała, że zapewne będzie bardzo strzeżony przez strażników. Jej wzrok wędrował po licznej Hargeońskiej armii i zatrzymywał się na przyjaciołach.
- Przed nami Góry Zerefa - zawołała Erza, idąca na samym przodzie. - Przygotujcie się na wspinaczkę.
Natsu sięgnął po linę, którą niósł u boku i rzucił ją Heartfilii.
- Trzymaj - rzekł, spoglądając na nią. - Pójdziesz pierwsza.
- Dziękuję - nikle się uśmiechnęła, dotrzymując kroku Erzie.
Wszyscy rozpoczęli wymianę linami. Osoby, które zdążyły już się związać w pasie i wejść na szczyt, rzucały linę osobom, które wyczekiwały na dole, a wtedy to one rozpoczynały wspinaczkę. Niestety, nie mogli wyposażyć się w kilkaset lin, aby wszyscy mogli wejść za jednym zamachem. Blondynka, po dojściu na szczyt zamierzonej góry, rzuciła swoją linę komuś na dole, a następnie podniosła się i rozejrzała. Można było dostrzec z tej pozycji wieże zamku Zerefa. Głośno przełknęła ślinę, ściskając pięść przy klatce piersiowej, a potem wzięła głęboki wdech. Dziwne było to, że Vulcany nie strzegły terenu akurat dzisiaj. Nagle, w jej głowie zrodził się absurdalny pomysł. Zobaczyła, że jeszcze kilka członków armii wyczekuje na dole na liny. Vulcany nie strzegą dziś gór. To znaczy, że Zeref przygotowuje armię. A jeśli ją przygotowuje, planuje również napad na kolejne miasta. Heartfilia zacisnęła pięści i pędem ruszyła w kierunku zamku. Później może być za późno - to zdanie krążyło jej w głowie.
- Lucy! - wrzasnął Natsu. - Co ty wyprawiasz?!
Nie zważając na słowa przyjaciela, zaczęła ześlizgiwać się wprost do olbrzymiej szczeliny, w której wybudowany był potężny zamek. Różowowłosy również mocno zacisnął pięści i ruszył w ślady za przyjaciółką. Ta zaś zmierzyła go zdezorientowanym wzrokiem, gdy już znajdował się obok niej.
- Idę z tobą - powiedział, nie pytając o zdanie. - Niedługo zauważą nasze zniknięcie, więc musimy się pospieszyć.
Dziewczyna skinęła głową, nie zadając więcej pytań. Udało im się wejść przez okno przy pomocy liny. Ścisnęli się w szczelinie między ścianami, próbując opanować niespokojny oddech.
- Myślisz, że jest w swojej komnacie? - szepnęła.
Dragneel lekko wychylił głowę, aby spojrzeć na drzwi prowadzące do ów pomieszczenia.
- To dziwne - wyszeptał. - Nikt nie strzeże wejścia.
Lucy zacisnęła powieki i przygryzła dolną wargę.
- O nie... - jęknęła, a następnie podbiegła z powrotem do okna. - Zebrali się w zachodniej części zamku. Jestem tego pewna. Zapewne mają dużo lepszą strategię. Zeref.. domyślił się wszystkiego - złapała się za głowę.
- Lucy - rzekł poirytowany Natsu, łapiąc dziewczynę za ramiona. - Uspokój się i wytłumacz wszystko jeszcze raz.
- Nie mamy szans - odparła podniesionym tonem głosu. - Kiedy tu szliśmy, trzymaliśmy się nadziei, że ich armia jest wyczerpana po napadzie na Hargeon. Ich liczebność zmalała. Ale prawda jest taka, że są gotowi od wczoraj. Na dodatek, nasi są zmęczeni po przeprawie. Teraz to widzę, zamek opustoszał, nawet Vulcany go nie strzegą. Zeref domyślił się, że planujemy zemstę. Domyślił się wszystkiego. Musimy wykonać odwrót, zanim..
W konwersacji przerwały im dźwięki ostrz wyjmowanych z pochw, oraz okrzyków wykonywanych przez mężczyzn pragnących ofiar, wyraźnie pragnących ofiar. Blondynka z przerażeniem z powrotem wyjrzała za okno. Za wierzchołkiem góry można było dostrzec rzeź. Rzeź, którą wykonywali ich przeciwnicy.
- Gdzie on jest - powtarzała to jak w amoku, błądząc wzrokiem po strażnikach.
Szukała Zerefa.
- Jasna cholera - zawołał Natsu, a zaraz potem związał się liną w pasie, jej drugi koniec wiążąc na kolumnie stojącej nieopodal i wyskoczył przez okno.
Ruszył w kierunku dwóch armii, zaś Heartfilia rozejrzała się wokół własnej osi. Pragnęła krzyczeć jednocześnie z przerażenia, jak i bezsilności, która nią zawładnęła. Otarła zimną dłonią policzek, a następnie zmarszczyła brwi, biorąc trzy głębokie wdechy. Ruszyła w kierunku sali, w której znajdował się tron Zerefa oraz jednocześnie tej, w której pierwszy raz spotkała Mavis. Nie myślała, że go tam spotka, jednak czuła, że powinna się tam udać.

Mirajane
<<>>
   Siedząc niespokojnie na fotelu, wpatrywała się w podłogę. Wiedziała, że w tym momencie toczy się bitwa, która zadecyduje o losie całego Fiore. Wiedziała także, że nie może kompletnie nic zrobić. 
- Elfman, Lisanna.. - szepnęła, ocierając łzy.
Choć nikt o tym nie wiedział, przez cały czas przeżywała żałobę. Zdawała sobie sprawę, że już nigdy nie spotka ukochanego rodzeństwa. Myślała, że zostali rozdzieleni po wsze czasy i przyjdzie jej teraz żyć bez nich. Miała jedynie małą nadzieję, że gdzieś tam ciągle żyją i potrafią sobie poradzić bez niej. Nawet Lucy, jej obecnie najbliższa przyjaciółka, nie miała bladego pojęcia o tym, co przeżyła. A raczej o tym, co musieli preżywać we trójkę.
   Wstała i oparła się o framugę okna, kładąc dłoń na klatce piersiowej i biorąc wdech. Wmawiała sobie, że obecna sytuacja musi być na ich korzyść. W końcu Zerefowi wszystko nie może iść jak z płatka. Gwałtownie wypuściła powietrze.
- Miro? - do pomieszczenia weszła Juvia. 
Strauss odwróciła się na pięcie i posłała jej ciepły uśmiech, próbując ukryć zaczerwienione oczy.
- Tak?
- Płakałaś? - spytała, zamykając za sobą drzwi i podeszła do okna.
- Nie - zaprzeczyła. - Może powinnyśmy iść pomóc Levy z posiłkiem dla armii?
- Dobrze - przeszyła Strauss analizującym wzrokiem. - Ale jeśli będziesz potrzebowała z kimś porozmawiać, to zawsze możesz się do mnie zwrócić.

Erza
------

   W powietrzu wręcz wirowały ostrza. Co chwilę ktoś padał na glebę z głębokimi ranami zadanymi przez przeciwnika. Scarlet bacznie rozglądała się po polu bitwy, wyszukując Heartfilii. Nawet minimalnej trudności nie sprawiały jej ataki parobków Zerefa. Łatwo ich blokowała, a następnie wymierzała cios. W pewnym momencie, ujrzała Natsu biegnącego w jej kierunku.
- Co z Lucy? - spytała, jednocześnie odpierając atak jednego ze strażników.
Dragneel zupełnie zignorował pytanie czerwonowłosej, a następnie włączył się do bitwy. Erza przygryzła dolną wargę, i już nie myśląc o blondynce, zajęła się wciąż napierającą armią Zerefa, choć nadal miała cichą nadzieję, iż dziewczynie nic nie jest i dostosowała się do jej rad. Kątem oka spojrzała na zdezorientowanego Graya. Wyraźnie myślał o czymś innym, próbując skoncentrować się na walce. 
- Gray, plecy! - wrzasnęła, jednak chłopak nie zdołał jej usłyszeć.
Z przerażeniem zerwała się z miejsca i ruszyła w jego kierunku. Odepchnęła go na bok, przez co sama oberwała. Ułożyła drżącą dłoń na brzuchu, a następnie ją uniosła. Była cała we krwi.
- Erza - jęknął Fullbuster, pokonując dwóch napierających na niego strażników, a następnie znalazł się tuż przy przyjaciółce. - Musimy cię stąd jak najszybciej zabrać.
Gdy chłopak już miał wziąć ją na ręce, ta go odepchnęła
- Dam radę walczyć. To tylko powierzchowna rana, nic mi nie będzie - z trudem podniosła się, ocierając mokre od potu czoło.
- Ale..
- Posłuchaj - zmarszczyła brwi. - W końcu możemy wyzwolić Hargeon.. nie, nie Hargeon, w grę wchodzi całe Fiore. Nie mam zamiaru przesiedzieć tej jednej z ostatnich bitew, a następnie się tym zadręczać. Jeśli dziś zginę, to najwidoczniej tak miało być. Ale pozostanę do końca oddana swojej ojczyźnie. 
Gray skinął głową, gdyż wiedział, że już nie zdoła jej przekonać do zmiany decyzji. Następnie zniknęła mu z oczu, oddając się w wir walki.

Lucy
<<>>

   Kroczyła po pustym korytarzu, bacznie się rozglądając. Była gotowa na odparcie jakiegokolwiek ataku. Cały czas trzymała dłoń przy rękojeści miecza, aby w razie potrzeby móc bez problemu go wyjąć. Gdy znalazła się przed wielkimi drzwiami prowadzącymi wprost do sali tronowej, zacisnęła palce na mosiężnej klamce. Wzięła głęboki wdech, a następnie ją nacisnęła. Weszła do środka, nie zamykając za sobą mocno skrzypiących drzwi. Uniosła wzrok z czerwonego dywanu, tak, aby rozejrzeć się po całym pomieszczeniu. I wtedy zobaczyła go. Stał sobie jak gdyby nigdy nic przy jednym z okien, obserwując stan bitwy.
- Wiedziałem, że to ty znajdziesz mnie jako pierwsza, Lucy - rzekł, nie odrywając wzroku od okna. - Czyli jesteś gotowa, aby mnie zabić?
Jego głos był niewzruszony. Po prostu stał, z założonymi za plecami rękoma, lustrując mętnym wzrokiem starania strażników. Blondynka sięgnęła po miecz. Wyjęła go z pochwy, zaś w komnacie rozległ się specyficzny dźwięk tarcia ostrza o skórzany pokrowiec. Następnie chwyciła za rękojeść obiema dłońmi, rzucając Zerefowi wyzywające, jednocześnie wściekłe spojrzenie.
- Czyli nie chcesz wyjaśnień? Przyszłaś po prostu mnie zabić?
Wzdrygnęła. Nie oczekiwała, że ten człowiek będzie chciał jej cokolwiek wyjaśniać. Lekko opuściła miecz, odsuwając się od drzwi i stawiając parę kroków do przodu. 
- Kim była dla ciebie Mavis? - zadała w końcu pytanie.
W pomieszczeniu zapadła głucha cisza. Była tak bardzo ogłuszająca, że blondynka miała ochotę po prostu zatkać uszy i stąd wyjść, lecz nie mogła. Nie po to tu przyszła.
- Mavis? - przerwał w końcu milczenie, odwracając się i zmierzając w kierunku Lucy. - A kim dla ciebie była, skoro tak się poświęciła?
Lucy przełknęła gulę spoczywającą jej w gardle. 
- Nikim?
Dziewczyna zamarła. Zeref był wściekły. Oczy połyskiwały mu ze złości. 
- Przyjaciółką?
Rzekł, zbliżając się coraz bardziej do Heartfilii.
- Koleżanką?
Opuścił ręce, natomiast blondynka nie potrafiła wykonać jakiegokolwiek ruchu. Tak, jakby zawładnął nią jakiś paraliż.
- A może po prostu znajomą?
Znalazł się tuż przy niej. Złapał ją za brodę, by następnie ją unieść i móc dokładnie przyjrzeć się mimice jej twarzy. Wyrażała smutek, przerażenie, złość, czy też zmieszanie zaistniałą sytuacją. 
- Doprawdy, piękna mieszanka tak wielu emocji jednocześnie - parsknął, palcem przejeżdżając po ostrzu miecza. - Nie myślałem, że ten wasz cały ruch oporu jest na tyle głupi, by wysłać do mnie malutką dziewczyneczkę w pojedynkę. Coś ty sobie wyobrażała? Jude nie byłby zadowolony twoją postawą.
Dziewczyna z hukiem opadła na podłogę. Mogła jedynie wodzić oczami po pomieszczeniu, gdyż ciało zdawało się odmówić jej posłuszeństwa. Od razu przyszło jej na myśl, że jest bezużyteczna, a także, że Zeref ma rację. Jej ojciec wstydziłby się za nią w tym momencie.
- Dlatego masz jeszcze wybór. Jeśli staniesz po mojej stronie, to wszystko się skończy. Ja już podjąłem decyzję. Teraz twoja kolej.
Heartfilia zaczęła powoli odzyskiwać czucie w poszczególnych partiach ciała. Nieufnie spojrzała na mężczyznę stojącego tuż nad nią.
- Wyrzekniesz się swojego pochodzenia tak, jak Mavis - zaczął. - Wtedy zostawię twoich bliskich w spokoju. Staniesz u mojego boku. Będą szczęśliwie żyć w spokoju. Z dala od tego wszystkiego.
- Nie będą szczęśliwi, wiedząc, że ja jestem nieszczęśliwa - rzekła, unosząc wzrok. - A ja nie będę szczęśliwa, nie mając pojęcia o tym, co robią. Wiedząc, że się martwią. I nie będę szczęśliwa, popierając wszystkie twoje nieludzkie zagrania.
Zeref parsknął śmiechem.
- Jak śmiesz? - jęknęła. - Zamordowałeś moich rodziców. Zrobiłeś to na moich oczach. Na dodatek, mnie też chciałeś zabić. A kiedy już myślałeś, że nie żyję, zwinąłeś się ze swoją armią. Teraz wymagasz ode mnie, abym chciała zostawić jedyne osoby, które coś dla mnie znaczą i stanąć po twojej stronie? Kpisz sobie?
Zeref wciąż patrzył na blondynkę od góry do dołu. Jednak jego wzrok zatrzymał się na jej oczach. Wściekłe spojrzenie zdawało się przebijać go na wskroś. Westchnął.
- Nie uważasz, że czas najwyższy schować dumę do kieszeni?
Dziewczyna zamilkła.
- Rozejrzyj się. Wokół tylko cierpiący lud Fiore. Z każdym kolejnym dniem jego liczba maleje. Ty możesz temu zapobiec. Nie tylko malejącej liczbie ludności, ale również cierpieniu, którym przecież tak bardzo się przejmujesz. Nie chcesz tego?
Blondynka zacisnęła powieki, łapczywie biorąc oddech. Podniosła się do pozycji siedzącej. Nie potrafiła racjonalnie myśleć. W głowie miała jedynie prześwity uśmiechniętych twarzy przyjaciół.
- Ja..
W tym samym momencie, do komnaty widowiskowo wbiegł Natsu. Jego wzrok od razu spoczął na czarnowłosym, a zaraz potem zniżył się na wysokość Lucy.
- Nie słuchaj go, próbuje cię zwieść! - wrzasnął. - Tak samo, jak zwiódł Mavis!
Heartfilia z niedowierzaniem spojrzała na Dragneela. Ten zaś podbiegł do niej i pomógł wstać, od razu odpychając na ścianę.
- No proszę - Zeref złożył dłonie. - Spodziewamy się jeszcze kogoś?
- Nikogo więcej już nie potrzeba, aby raz na zawsze zedrzeć ci ten podły uśmieszek z twarzy - warknął różowowłosy, ruszając w kierunku mężczyzny.
Czarnowłosy wyciągnął swój miecz z pochwy. Zaczęła się ostra wymiana ataków między dwoma stronami. Ich spojrzenie mijało się, całkowicie koncentrując na walce. Heartfilia odsunęła się od ściany i podniosła z podłogi ostrze, które wskutek jej upadku się tam znalazło. Przedmiot zalśnił tak, jakby znalazł się w odpowiednich dla niego rękach.
- Lucy - zaczął Natsu, odpierając ataki Zerefa. - Nie mieszaj się do tego.
- Natsu, to moja walka - odparła, i korzystając z okazji, że różowowłosy znalazł się poza pomieszczeniem, szczelnie zamknęła drzwi.
Stanęła oko w oko z nim. Z człowiekiem, który od tak dawna wyrządzał wielką krzywdę całemu Fiore. Jej jedynym życzeniem na ten moment było zadać mu ból. Wtrącić do lochów i zagwarantować jak najgorsze traktowanie, gdyż stwierdziła, że zabicie go byłoby zbyt proste. I zbyt mało by wtedy wycierpiał. Natsu bezskutecznie walił pięściami w drzwi.
- Otwórz, do cholery! - krzyknął, wymierzając ostatni, najgłośniejszy cios.
- Wybacz - jęknęła.
- Mądre zagranie - zaśmiał się Zeref, przecierając czoło rękawem munduru.
Heartfilia podbiegła do mężczyzny i zaczęła umiejętnie wymachiwać mieczem, próbując zadać jakikolwiek cios. Ten natomiast cały czas robił zwinne uniki. Nie wiadomo kiedy, znalazł się tuż za dziewczyną. Pochylił się tak, że jego usta znajdowały się tuż przy jej uchu. Zadrżała.
- Jesteś pewna, że dalej chcesz walczyć?
Kompletnie ignorując te słowa, odsunęła się. W końcu udało jej się wytrącić mu miecz z dłoni i korzystając z okazji, wywaliła go na podłogę. Usiadła na nim, tym samym uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Odpowiedz jasno i wyraźnie. Kim była dla ciebie Mavis?
Głęboko westchnął.
- Tylko to chcesz wiedzieć? Nie chcesz znać powodu, dla którego rozpocząłem wojnę i najazdy na poszczególne miasta, a pytasz się, kim była dla mnie Mavis?
- Jestem jej coś winna. Samej sobie jestem coś winna. A teraz, odpowiedz - skierowała ostrze w pobliżu jego skroni.
Usta mężczyzny wykrzywiły się w uśmiechu.
- Była kimś istotnym - rzekł po chwili. - Nie da się nazwać tego, co nas łączyło. To nie była zwykła relacja.
Przerywając rozmowę, rozdrażniony Dragneel wyrwał drzwi z zawiasów i wparował do komnaty.
- Co ty sobie wyobra.. - przez to, co zobaczył, zaniemówił.
- To... nie tak! - wrzasnęła Lucy, wymachując rękoma.
Zeref natomiast westchnął, tym samym wyrażając skruchę przez to, kto go pokonał. W mgnieniu oka, tuż za różowowłosym do pomieszczenia wbiegli strażnicy. Natsu i Lucy zostali przez nich obezwładnieni.
- Możecie ich wtrącić do lochu, zobaczymy, co będzie później. Wszystko zależy od tego, jak przebiegnie bitwa. - rzekł Zeref z zastanowieniem.
- Tak jest - rzekł jeden z opancerzonych mężczyzn, a następnie od razu zaczęli prowadzić Dragneela i Heartfilię do lochu, wedle rozkazu ich pana.

<<>>

   Siedzieli w celi już około półtorej godziny. Zaczynało się w niej robić coraz zimniej z każdą chwilą. Dragneel zdjął kurtkę i podał ją blondynce.
- Masz - zaczął. - Gray mnie udupi jeśli się przeziębisz.
- Jeśli jeszcze w ogóle..
- Nie kończ tego zdania. Jestem pewien, że wszystko idzie po ich myśli. Musi.
Dziewczyna niepewnie skinęła głową.
- A teraz musimy się stąd jakoś wydostać - rzekł z zastanowieniem.
- Tylko jak?
- Nie przeciśniesz się przez kraty, prawda? - spojrzał na nią kątem oka.
- Nawet nie ma takiej opcji - zmarszczyła brwi.
Wyciągnęła z włosów wsuwkę, przez co grzywka opadła jej na twarz.
- Zawsze warto spróbować - westchnęła, a potem chwyciła kłódkę i zaczęła wiercić w jej zamku ów przedmiotem.
W pewnym momencie, do ich uszu dotarł cichy trzask, zaś kłódka opadła na betonową podłogę. Różowowłosy od razu otworzył drzwi celi i wychylił się, aby sprawdzić, czy droga wolna.
- Nikogo nie widać - szepnął. - Ale mimo to musimy być ostrożni.
Półbiegiem ruszyli w kierunku wyjścia z podziemi. Cel był już na wyciągnięcie ręki.

***

   Tak więc! tak, wielki powrót po raz kolejny :D tym razem już na stałe xD no i w razie przerw będziemy o tym informować. Znowu trochę straciłyśmy kontakt, ale teraz jest już na stałe odnowiony więc ruszamy z pisaniem! ^^
No i zostawiamy Was z Rozdziałem 13 - Bitwa, nie przeszedł jeszcze konkretnej korekty, więc będziemy wdzięczne jeśli ktoś zrobi wytyk błędów do poprawienia w komentarzu :)
Pytanie główne: Ktoś tu jeszcze zagląda? Haha
W tym tygodniu z pewnością dodamy jeszcze rozdział 14, i jeśli się wyrobimy to możliwe, że też 15 ;)